Artykuły prasowe

1 1509
Artykuły prasowe
Administratorzy powinni już teraz przeprowadzić analizy i przeglądy, które będą miały na celu stwierdzenie ewentualnego obowiązku powołania Inspektora oraz ustalenie, jakie jego działania wydają się konieczne, aby dostosować zadania, uprawnienia i miejsca w strukturze firmy do wymogów nowych przepisów unijnych.

27 kwietnia 2016 roku zostało przyjęte Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 2016/679 w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy nr 95/46/WE (dalej „RODO”). RODO formalnie weszło w życie 25 maja 2016 roku, natomiast przewidziane w nim regulacje zaczną obowiązywać od 25 maja 2018 roku.

RODO wprowadza m.in. instytucję tzw. inspektora ochrony danych (dalej: Inspektor). Co prawda funkcja ta, pod wskazaną nazwą, nie występuje w aktualnie obowiązującej ustawie o ochronie danych osobowych z 29 sierpnia 1997 roku (dalej: u.o.d.o.), natomiast nie jest ona całkowitą nowością. U.o.d.o. przewiduje już bowiem instytucję administratora bezpieczeństwa informacji (dalej: ABI), którego rola jest co do zasady zbliżona do zadań Inspektora i przede wszystkim sprowadza się do zapewnienia przestrzegania przez podmiot powołujący ABI przepisów dotyczących ochrony danych osobowych.

Obowiązkowe powołanie

Podstawową różnicą wynikającą z przepisów RODO, w porównaniu do aktualnych postanowień u.o.d.o., jest wprowadzenie przypadków obligatoryjnego powołania Inspektora, adresowanych do administratorów danych oraz podmiotów przetwarzających dane na ich zlecenie. Warto wskazać, że w myśl u.o.d.o. wyznaczenie ABI jest fakultatywne.

Obowiązek wyznaczenia Inspektora obciążał będzie przede wszystkim podmioty publiczne przetwarzające dane osobowe, za wyjątkiem sądów w zakresie sprawowania przez nie wymiaru sprawiedliwości. RODO nie przewiduje przy tym definicji podmiotu publicznego, a zatem ewentualne doprecyzowanie tego pojęcia będzie należało do ustawodawców krajowych. Nie ulega wątpliwości, że za podmioty publiczne należy uznać przede wszystkim państwowe i samorządowe jednostki organizacyjne, w tym jednostki samorządu terytorialnego (np. gminy), które przetwarzają dane osobowe, jak również publiczne szkoły, przedszkola lub zakłady wodociągowe. W świetle Wytycznych Grupy Roboczej Art. 29 (niezależnego europejskiego organu doradczego w zakresie ochrony danych osobowych i prywatności) w sprawie inspektora ochrony danych, do kategorii podmiotów publicznych należy zakwalifikować również jednostki wykonujące zadania publiczne (np. w zakresie transportu ludności, dostawy energii itp.), niezależnie od ewentualnego zaliczenia takiego podmiotu do sektora publicznego lub prywatnego.

Ponadto, powołanie Inspektora będzie obligatoryjne w przypadku, gdy główna działalność administratora lub podmiotu przetwarzającego dane polega na takich operacjach przetwarzania, które – ze względu na charakter, zakres lub cele – wymagają regularnego i systematycznego monitorowania podmiotów danych, na dużą skalę. Zgodnie z przepisami RODO przesłanka „głównej działalności polegającej na operacjach przetwarzania” będzie spełniona w przypadku, gdy przetwarzanie danych osobowych oznacza zasadnicze, a nie poboczne czynności administratora lub podmiotu przetwarzającego. Przykładem podmiotu zobligowanego do powołania Inspektora w ramach tej przesłanki jest agencja ochrony monitorująca centra handlowe i przestrzeń publiczną i rejestrująca osoby odwiedzające te miejsca.

Kolejna kategoria podmiotów zobowiązanych do wyznaczenia Inspektora obejmuje administratorów danych (lub podmioty przetwarzające dane na ich zlecenie), których główna działalność polega na przetwarzaniu na dużą skalę szczególnych kategorii danych (tzw. danych wrażliwych), w tym danych osobowych dotyczących wyroków skazujących i naruszeń prawa. Zobligowani do powołania Inspektora na tej podstawie będą zatem w szczególności ubezpieczyciele (jako podmioty przetwarzające dane wrażliwe, w tym dotyczące zdrowia) oraz zakłady karne (przetwarzające dane o wyrokach skazujących i naruszeniach prawa). RODO zawiera jednocześnie istotną wskazówkę interpretacyjną w zakresie pojęcia „dużej skali„, wyłączając spod tego terminu przetwarzanie danych osobowych dotyczących pacjentów lub klientów, dokonywane przez pojedynczego lekarza, innego pracownika służby zdrowia lub prawnika.

Jakie miejsce i zadania

Tak jak dotychczas, nie będzie przeszkód, aby powołać Inspektora spoza grona pracowników danego podmiotu (na zasadzie outsourcingu tej funkcji), co implikuje możliwość pełnienia funkcji Inspektora przez jedną osobę dla kilku podmiotów. Dopuszczalne wydaje się również wyznaczenie kilku pracowników konkretnego administratora lub podmiotu przetwarzającego (zespołu) do wspólnego wykonywania funkcji Inspektora, pod warunkiem powołania jednej osoby pełniącej wiodącą rolę w tym zakresie (działającego np. pod nazwą kierownika zespołu ochrony danych).

Zamiarem ustawodawcy wspólnotowego jest jednocześnie przyznanie Inspektorowi istotnej rangi w ramach reprezentowanego podmiotu. Inspektor ma być włączany we wszystkie sprawy w organizacji, dotyczące przetwarzania danych osobowych. Do podstawowych obowiązków Inspektora będzie należało informowanie administratora/podmiotu przetwarzającego oraz ich pracowników o ich obowiązkach wynikających z RODO. Inspektor będzie również zobligowany do przeprowadzania szkoleń personelu, dotyczących kwestii ochrony danych osobowych oraz wykonywania audytu ochrony danych w organizacji. Rolą Inspektora będzie też współpraca z organem nadzorczym (generalnym inspektorem ochrony danych osobowych – GIODO) oraz pełnienie funkcji punktu kontaktowego dla GIODO w kwestiach związanych z przetwarzaniem danych osobowych (np. w przypadku wszczętej przez GIODO kontroli przetwarzania danych osobowych przez dany podmiot). Z kolei administrator (lub podmiot przetwarzający) powinien zapewnić Inspektorowi zasoby konieczne do wykonywania jego zadań (w szczególności dostęp do systemów przetwarzania danych).

Obowiązek publikacji

Podkreślenia wymaga przy tym, że RODO nakłada na administratorów lub podmioty przetwarzające obowiązek publikacji danych Inspektora oraz powiadomienia o nich GIODO. W tym kontekście wyłoniły się wątpliwości, jaki zakres danych Inspektora podlega obowiązkowi wskazanej publikacji. Wątpliwości te rozwiewają Wytyczne Grupy Roboczej Art. 29 w sprawie inspektora ochrony danych, w świetle których podawane dane kontaktowe Inspektora powinny obejmować informacje umożliwiające zarówno podmiotom danych jak i GIODO kontakt z Inspektorem w prosty i poufny sposób (bez konieczności kontaktowania się z innymi departamentami organizacji). W ocenie Grupy Roboczej art. 29 publikacji powinny podlegać zatem co najmniej bezpośredni numer telefonu do Inspektora, adres służbowy oraz bezpośredni adres poczty elektronicznej, natomiast ewentualne wskazanie imienia i nazwiska Inspektora nie jest bezwzględnie konieczne i należy do decyzji administratorów lub podmiotów przetwarzających.

Jakie wymogi trzeba stosować

Tak jak aktualny ABI, Inspektor powinien wyróżniać się wiedzą fachową w zakresie ochrony danych osobowych. Dodatkowo, RODO wprowadza gwarancje niezależności Inspektora, obejmujące przede wszystkim nakaz jego podlegania wyłącznie najwyższemu kierownictwu danego podmiotu. Niezależność Inspektora ma zapewniać również zakaz wydawania mu instrukcji, co do sposobu wykonywania jego obowiązków (niedopuszczalne będzie zatem np. zlecenie Inspektorowi, przez zarząd administratora, przygotowania raportu z audytu ochrony danych o określonej z góry treści). RODO przewiduje ponadto zakaz odwoływania lub karania Inspektora za wykonywanie jego zadań. Oznacza to w szczególności, że administratorzy lub podmioty przetwarzające nie będą mogły pozbawić Inspektora jego funkcji za negatywny wynik audytu ochrony danych osobowych. Wskazane powyżej gwarancje, przewidziane w przepisach RODO, powinny umożliwić Inspektorowi sprawne i niezakłócone sprawowanie jego funkcji

Przejściowe rozwiązania

Mając na uwadze, że Inspektora można co do zasady uznać za odpowiednik aktualnego ABI, należy spodziewać się, że osoby pełniące dotychczas funkcje ABI zostaną również powołane do pełnienia funkcji Inspektorów na gruncie RODO. Do ustawodawcy krajowego będzie należało uchwalenie w najbliższym czasie ewentualnych przepisów przejściowych w tym zakresie. Zasadne wydaje się w szczególności przesądzenie, że z dniem rozpoczęcia stosowania RODO (25 maja 2018 roku) dotychczasowi ABI stają się Inspektorami na gruncie RODO, z jednoczesną możliwością złożenia przez administratorów lub przetwarzających oświadczenia, że w ich jednostce Inspektor nie zostanie powołany.

 

Czytaj dalej >> rp.pl <<

 

Komisja Europejska wezwała w środę Polskę do wdrożenia dyrektywy w sprawie ochrony osób zgłaszających przypadki nadużyć na rynku finansowym oraz dyrektywy dotyczącej badania sprawozdań finansowych.

Jeśli polskie władze nie podejmą działań w ciągu dwóch miesięcy, KE może skierować obie sprawy do Trybunału Sprawiedliwości UE.

Pierwsze upomnienie dotyczy przyjętej w 2015 roku dyrektywy wykonawczej dotyczącej zgłaszania właściwym organom rzeczywistych lub potencjalnych naruszeń rozporządzenia w sprawie nadużyć na rynku finansowym.

Komisja Europejska wezwała w środę Polskę do wdrożenia dyrektywy w sprawie ochrony osób zgłaszających przypadki nadużyć na rynku finansowym oraz dyrektywy dotyczącej badania sprawozdań finansowych.

Zobowiązuje państwa członkowskie UE do ustanowienia skutecznych mechanizmów umożliwiających zgłaszanie naruszeń. Zawiera przepisy chroniące osoby, które zgłaszają takie naruszenia i szczegółowo określa procedury ochrony takich osób. Przewiduje też rozwiązania dotyczące dalszych działań związanych ze zgłoszeniami przypadków nadużyć i ochroną danych osobowych.

Termin wdrożenia dyrektywy do prawa krajowego państw unijnych upłynął 3 lipca 2016 roku. Według KE, Polska nie dotrzymała tego terminu i w związku z tym we wrześniu 2016 roku otrzymała pierwsze upomnienie, w którym została wezwana do usunięcia uchybienia. W środę KE poinformowała, że „nie dysponuje wiedzą” na temat wdrożenia dyrektywy do polskich przepisów krajowych. Dlatego postanowiła wysłać do Polski drugie upomnienie w tej sprawie – uzasadnioną opinię, która jest drugim etapem postępowania o naruszenie unijnego prawa.

Takie same upomnienia otrzymały także Holandia, Hiszpania i Portugalia.

W środę Polska otrzymała też od KE uzasadnioną opinię w sprawie dyrektywy z 2014 roku, dotyczącej badania sprawozdań finansowych. Chodzi o przepisy, które określają kryteria zatwierdzania i rejestracji osób przeprowadzających audyt jednostek zainteresowania publicznego, wyprowadzają wymogi dotyczące niezależności, obiektywizmu i etyki zawodowej oraz ramy nadzoru nad takimi osobami.

Państwa UE miały wdrożyć dyrektywę do prawa krajowego do 17 czerwca 2016 roku. Według KE terminu tego nie dotrzymało sześć państw. Oprócz Polski są to: Chorwacja, Cypr, Estonia, Rumunia i Słowenia.

Czytaj (źródło) : >> rzeczpospolita.pl <<

 

 

0 1166
Artykuły prasowe

Już drugi przetarg na przeprowadzenie kontroli procesów reprywatyzacyjnych w Warszawie w latach 1990-2016 został unieważniony przez ratusz – ustaliło RMF FM.

 

Urzędnicy jako powód unieważnienia podają niespełnienie wymagań zamawiającego. Z podobnego powodu unieważniony został przetarg ogłoszony w listopadzie 2016 roku – informuje RMF FM. Wówczas do procedury przetargowej zgłosiła się jedna firma. W ocenie ratusza, kontrahentowi brakowało odpowiedniego doświadczenia w realizacji podobnych projektów.

Do drugiego przetargu zgłosiły się dwie firmy – informuje RMF. Jak donosi stacja, oferta jednej z nich nie wchodziła w grę. Druga – kancelaria prawna – według urzędników ratusza nie wykazała się doświadczeniem i zespołem, mogącym w trzy miesiące przeprowadzić oczekiwany audyt.

 

Źródło: >> RMF24.pl <<

 

0 1417
Artykuły prasowe

Zleciłem przeprowadzenie szczegółowego audytu pod kątem prawnym 

zapowiedział Waldemar Humięcki, szef Agencji Nieruchomości Rolnych w czasie czwartkowej konferencji prasowej w Warszawie.

Po niedzielnej aukcji koni arabskich w Janowie Podlaskim pojawił się szereg wątpliwości dotyczących rzetelności jej przebiegu. W celu ich rozwiązania szefostwo Agencji Nieruchomości Rolnych zapowiedziało, że przeprowadzi szczegółową kontrolę ws. tej aukcji. Mimo wszystko Waldemar Humięcki, szef ANR, zachęcał do ostudzenia emocji.

Dostrzegliśmy, że współpraca między ring masterami, a głównym prowadzącym aukcję nie wyglądała najlepiej i dochodziło do nieporozumień. Błędy zostały już wyeliminowane, a konie uzyskiwały odpowiednie ceny – zapewniał.

Sierpniowa aukcja Pride of Poland w Janowie Podlaskim, w czasie której sprzedawano konie arabskie, nie należała do zbyt udanych, szczególnie porównując ją z latami poprzednimi. Sprzedano zaledwie szesnaście koni, choć łącznie na licytację wystawiono trzydzieści klaczy i jednego ogiera. Dużo wątpliwości pojawiło się w czasie licytacji Emiry. Klacz została sprzedana za 550 tysięcy euro. Jednak pod koniec aukcji została ponownie wystawiona na sprzedaż. Organizatorzy tłumaczyli to tym, że nie można było znaleźć poprzedniego licytującego.

Podczas aukcji ceny przechodzą z jednego licytującego na kolejnego, dlatego w takim przypadku szuka się poprzedniego licytującego, który dawał za Emirę 540 tysięcy euro – mówił w rozmowie z Agencją Informacyjną Polska Press Marek Trela, były prezes stadniny w Janowie. – Klienci to fachowcy i już przy pierwszym koniu zorientowali się jaka jest sytuacja, po prostu bali się licytować. To są ludzie, którzy są w stanie wyczuć każdą tego rodzaju sytuację – dodał.

Za wszystkie sprzedane w trakcie tegorocznych licytacji konie uzyskano kwotę 1 271 000 euro. Oznacza to, że jest to niższa suma niż uzyskana przed rokiem tylko za jednego konia (Pepita została wtedy sprzedana za 1 400 000 euro). W środę zaś do dymisji podał się Karol Tylenda, wiceprezes ANR. Był on odpowiedzialny za organizację aukcji koni arabskich Pride of Poland w Janowie Podlaskim. Informację tę przekazał rzecznik ANR, Witold Strobel podkreślając, że była to osobista decyzja Karola Tylendy. Rezygnacja została przyjęta także przez Krzysztofa Jurgiela, ministra rolnictwa. Ministerstwo nie zdecydowało się jeszcze na komentarz do sytuacji.

Źródło: >> http://www.polskatimes.pl <<

 

 

 

 

 

0 1607
Artykuły prasowe

Grupka posłów PiS uważa, że ostatnia nowelizacja ustawy o służbie cywilnej była zbyt łagodna. Apelują
o przegląd kadr obejmujący nawet szeregowe stanowiska.

Zgodnie z ustawą z 30 grudnia 2015 r. o zmianie ustawy o służbie cywilnej oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2016 r. poz. 34) od 23 stycznia można była wyrzucić z posad dyrektorskich nawet 1,6 tys. osób.
W praktyce okazało się, że tylko niewiele ponad 200 pożegnało się z urzędem, za to blisko 300 przeniesiono na inne stanowiska. To była świadoma polityka nowej ekipy: nie wyrzucać na oślep, jak to się zdarzało w przeszłości.

Jest wielka nagonka na PiS, że robi czystki i zatrudnia swoich. Dlatego w administracji rządowej, jeśli już kogoś odsuwa się od stanowiska, to proponują mu inną posadę – tłumaczy jeden z nowo powołanych dyrektorów resortu siłowego. Wyjaśnia że paradoksalnie byli dyrektorzy na nowych stanowiskach –np. radcy – mają stabilniejszy stosunek pracy, bo ich okres wypowiedzenia bardzo często wynosi trzy miesiące i do tego wynagrodzenie jest niewiele niższe od dyrektorskiego.

Generalnie doszło do niespotykanej wcześniej sytuacji, że ludzie pracujący dla poprzedniej ekipy mają się dobrze. Na przykład Paweł Chorąży był dyrektorem, a teraz wiceministrem w resorcie rozwoju. Z kolei
w Mazowieckim Urzędzie Wojewódzkim dyrektorzy departamentu prawnego i generalny po odwołaniu otrzymali stanowiska radców. Dyrektora generalnego w Ministerstwie Sprawiedliwości też nie wyrzucono
z pracy, tylko zaproponowano mu stanowisko radcy. Na stanowiska radcowskie trafili też byli dyrektorzy
w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Do tego stanowisko wicedyrektora w tym resorcie otrzymał wiceminister z poprzedniej ekipy.

Związkowcy też za

prof. Józefa Hrynkiewicz, poseł PiS, były dyrektor Krajowej Szkoły Administracji Publicznej, uważa, że powołane przy KPRM Centrum Oceny Administracji powinno dokonać rzetelnego audytu i przyjrzeć się poszczególnym stanowiskom.

Takie podejście do urzędników, w którym się liczy profesjonalizm, a nie kolor partyjnego krawata, zasługuje na szacunek. Jednak prof. Józefa Hrynkiewicz, poseł PiS, były dyrektor Krajowej Szkoły Administracji Publicznej, uważa, że powołane przy KPRM Centrum Oceny Administracji powinno dokonać rzetelnego audytu i przyjrzeć się poszczególnym stanowiskom. – Wiele osób było zatrudnianych przez poprzednią ekipę po znajomości – twierdzi. Dlatego jej zdaniem należałoby zrobić porządny audyt stanowisk i przyjrzeć się obsadzie, nie tylko na kierowniczych, ale także szeregowych stanowiskach.

Podobnego zdania są urzędnicze związki. – Trzeba to zrobić jak najszybciej. Przez ostatnie osiem lat do urzędów trafiały osoby z politycznymi powiązaniami, co skutkowało fatalną organizacją – uważa Robert Barabasz, szef Sekcji Krajowej Pracowników Administracji Rządowej i Samorządowej NSZZ „Solidarność”. Jak mówi, rozumie nowych szefów, że chcieli dać szanse zastanym pracownikom na wykazanie się swoimi kompetencjami. – Ale teraz nadszedł już odpowiedni czas na rzetelną ocenę i stanowcze kroki – dodaje.

Opowiada, że w ostatnich latach ocena urzędników była fikcją. Bo kolega zatrudniony po politycznej znajomości nie mógł być słaby. – Z kolei ci, którzy mieli inne poglądy, pod byle pretekstem byli zwalniani – stwierdza Robert Barabasz.

Ocenią merytorycznie

Wiceprzewodniczący Rady Służby Publicznej (obecnie p.o. przewodniczącego po zmarłym Arturze Górskim) Tadeusz Woźniak w rozmowie z DGP przyznaje, że należy przejrzeć wszystkie stanowiska w administracji. Przy czym zapewnia, że kontrola odbędzie się pod kątem przydatności i obciążenia pracą poszczególnych osób. Zająć się tym mają poszczególni dyrektorzy generalni.

Takie zapowiedzi budzą jednak obawy, że racjonalizacja zatrudnienia w urzędach może posłużyć pozbyciu się niewygodnych osób.

Rząd brnie w upolitycznianie stanowisk – uważa Andżelika Możdżanowska, członek Rady Służby Publicznej, poseł PSL.

Źródło, dalsza cześć artykułu : >> gazetaprawna.pl <<

 

0 1417
Artykuły prasowe

• Uczelnie do sprawdzania prac dyplomowych będą używały Jednolitego Systemu Antyplagiatowego
• To założenie popartej przez Senat nowelizacji ustawy o szkolnictwie wyższym

Za przyjęciem nowelizacji ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym – której autorami są posłowie PiS – głosowało 80 senatorów, a 3 było przeciw. Teraz nowelizacja trafi do prezydenta.

Zgodnie z obowiązującymi obecnie przepisami uczelnie od roku akademickiego 2015/2016 miały obowiązek sprawdzania prac dyplomowych systememantyplagiatowym. Wykorzystywały do tego celu różnego rodzaju systemy. Zaakceptowana przez Senat ustawa przewiduje, że zamiast różnych systemów uczelnie do sprawdzania prac dyplomowych będą wykorzystywały Jednolity System Antyplagiatowy. Obowiązek sprawdzania prac będzie zaś przesunięty o dwa lata, do początku roku akademickiego 2018/2019.

Do tego czasu ma powstać Jednolity System Antyplagiatowy (JSA), współpracujący z ogólnopolskim repozytorium pisemnych prac dyplomowych. Do końca 2018 r. – dwa lata później niż przewidują obecne przepisy – uczelnie będą miały obowiązek przekazania do repozytorium pisemnych prac dyplomowych obronionych po 2009 r.

 

Artykuły prasowe
Strona internetowa CBA wśród najlepiej dostosowanych dla potrzeb osób z niepełnosprawnościami, starszych i narażonych na zjawisko wykluczenia cyfrowego. Jesteśmy wśród laureatów konkursu “Strona Internetowa bez Barier”.

Konkurs organizowany jest po raz siódmy przez Fundację Widzialni oraz Szerokie Porozumienie na Rzecz Umiejętności Cyfrowych w Polsce. Zwycięzcy zostali wyłonieni  wśród stron podmiotów publicznych i niepublicznych, którzy najlepiej dostosowali swoje serwisy do standardu WCAG 2.0.

Wyróżnienie dla Centralnego Biura Antykorupcyjnego jako administratora strony – jednej z najlepiej dostosowanej dla potrzeb osób niepełnosprawnych,  odebrał Zastępca Szefa CBA Bogdan Sakowicz. Specjalna konferencja „CYFROWO WYKLUCZENI” odbyła się  w Sali Kolumnowej Sejmu RP.

Serwisy oceniane były przez zespół składający się z ekspertów ds. dostępności stron www oraz osoby niewidome, niedowidzące i głuche. Eksperci sprawdzali zgodność serwisu ze standardem WCAG,  a osoby niepełnosprawne sprawdzą m.in. dostępność formularzy, wyszukiwarek, menu i elementów multimedialnych. Oceniano łatwość poruszania się po serwisie, odnalezienia informacji,  nawigacji i ogólnego wrażenia.

Źródło >> CBA <<

 

W jednym z banków księstwa Andory funkcjonowały 923 rachunki, służące do prania pieniędzy przez ugrupowania przestępcze – twierdzą autorzy studium opracowanego przez konsultantów firmy PwC.

W ubiegłym roku państwo przejęło kontrolę na bankiem Banca Privada d’Andorra (BPA) oskarżonym przez ministerstwo finansów USA o pranie pieniędzy należących m.in. do organizacji przestępczych z Chin, Rosji
i Wenezueli.

Niezależny audyt przeprowadzony przez PwC wykrył, że podejrzane transakcje służące praniu pieniędzy prowadzono na rachunkach 3 proc. z 29 200 klientów BPA.

PwC rozpoczął analizę rachunków bankowych 24 marca 2015 roku i gotowy raport przedstawił 29 lutego. PwC dokonał przeglądu jednego po drugim wszystkich klientów BPA i wszystkich transakcji na ponad 37 000 kontach wykonanych w ciągu ostatnich siedmiu lat. Łącznie PwC przeanalizowało 15 mln transakcji.

Władze finansowe Andory podały też, że na podstawie raportu przedstawionego wieczorem we wtorek, ponad 92 proc. klientów BPA może przenieść się do nowo utworzonego banku Vall Banc.

Przeciwko kierownictwu BPA i większościowym akcjonariuszom prowadzone jest dochodzenie.

W położonej między Hiszpanią a Francją Andorze mieszka 85 tys. ludzi.(PAP)

Źródło: >> PAP <<

 

Artykuły prasowe

Gorąco komentowana ustawa inwigilacyjna stała się pretekstem do dyskusji o poziomie bezpieczeństwa danych w polskim biznesie. – Pracowaliśmy dla korporacji z miliardowymi obrotami, która skrzynkę z kablami dostawcy internetu zamocowała na zewnętrznej części ogrodzenia. Ujawniliśmy też kiedyś przypadek zainstalowania podsłuchu przez ochroniarza, który otrzymał za to litr wódki – mówi money.pl Bartłomiej Guguła, właściciel Biura Detektywistycznego Grupa Hedron.

 

Krzysztof Janoś: Nowa ustawa zwróciła nam wszystkim uwagę na zagrożenie związane z inwigilacją. Biznesmeni, a nawet celebryci rzeczywiście zaczynają szyfrować rozmowy? 

Bartłomiej Guguła, właściciel Biura Detektywistycznego Grupa Hedron: Tak. Sprawy, szczególnie w biznesie, nie poprawiają informacje o zaangażowaniu nieuczciwych policjantów w sprzedawanie informacji z podsłuchów. CBŚ ostro się za to wzięło, ale ostatnio w Lublinie ponownie ujawniono policjanta, który wykradał informacje.

Jeszcze jeden powód, żeby próbować się chronić na wszelki wypadek? 

Nie chcę mówić oczywiście o całym państwowym aparacie, ale jeżeli policja będzie teraz miała łatwiejszy dostęp do takich informacji, to może być naprawdę różnie. Policjant też człowiek, ma swoich znajomych, przyjaciół. Wystarczy, że ktoś go o coś poprosi, a dane mogą trafić w niepowołane ręce. Może też zacząć się podsłuchiwanie na życzenie.

Taka samonakręcająca się spirala podsłuchowych lęków może jednak dobrze zrobi firmom, które dziś bagatelizują bezpieczeństwo danych? 

Wątpię. W Polsce funkcjonuje to zawsze według powtarzalnego scenariusza. Jeżeli jest o czymś głośno w gazetach, to robi się szum wokół tematu. Ale za kilka tygodni, kiedy publikacji będzie mniej, wszystko się uspokoi i przedsiębiorcy ponownie przestaną doceniać, jak istotne jest bezpieczeństwo informacji.

Może nie bagatelizują tematu, ale szkoda im pieniędzy. Profesjonalne zabezpieczenia potrafią kosztować kilkaset tysięcy złotych. Usługi profesjonalistów też nie są tanie.

Tylko w nielicznych przypadkach to prawda. Bardziej wynika to jednak z niewiedzy. Tak naprawdę to polscy przedsiębiorcy generalnie dopiero dojrzewają do tego, żeby należycie zabezpieczać informacje. Nie chodzi tylko o ewentualne działanie służb, ale również i konkurencję.

Trochę trudno mi w to uwierzyć. Chyba jednak wiedza o tym, jak cenne dla konkurencji mogą być informacje, jest powszechna? 

Tak, ale niewiele z tego wynika. Od lat robimy audyty bezpieczeństwa i mogę powiedzieć z pełną odpowiedzialnością, że 90 procent firm w Polsce w ogóle nie jest w żaden sposób zabezpieczona przed jakąkolwiek inwigilacją.

Tymczasem podsłuchy to już codzienność. Nie powinno to dziwić, kiedy podstawowy sprzęt do nagrywania kosztuje 100 złotych. Nie jest to profesjonalne urządzenie, ale jeżeli nie ulegnie awarii, a bateria wytrzyma odpowiednio długo, to można tym zrobić naprawdę dużo krzywdy. Wprawdzie w firmach jest monitoring, pracownicy mają karty dostępu, ale nie ma żadnego zabezpieczenia teleinformatycznego.

To znaczy? 

Bardzo często nawet w dużych, poważnych firmach za łączność z internetem odpowiada prosty router za 100 złotych, bez żadnego zabezpieczenia. Wszystkie komputery w firmie łączą się za jego pośrednictwem i nie ma nawet zewnętrznej bazy danych, która miałaby szansę być lepiej chroniona. Konkurencja, nie mówiąc już o służbach, nie musi nawet wynajmować żadnego utalentowanego hakera. Informatyk z przeciętną wiedzą potrzebuje 3 minut i uzyskuje dostęp do praktycznie wszystkiego. Zrobi to siedząc w samochodzie zaparkowanym tuż pod siedzibą, nawet nie musi się włamywać.

Skoro skala zaniedbań jest tak duża, to jak to się dzieje, że tych firm nikt codziennie nie okrada z informacji, pieniędzy?

Nikt nie chwali się tym w gazetach, ale to się dzieje. Znam przypadek firmy z Dolnego Śląska, w której

ktoś włamał się do księgowości i próbował ukraść 160 milionów euro

. Kradzież nie powiodła się tylko dlatego, że bank zablokował przelew. To dowód na to, że jak już dochodzi do ataku, to straty naprawdę mogą być duże, ale o nich się nie myśli, dopóki do tego nie dojdzie.

Spółki giełdowe i dobrze znane marki, operujące miliardami, są lepiej zabezpieczone niż małe firmy?

Po latach w branży naprawdę nic mnie już nie zdziwi. Zdarzyło nam się odwiedzać duże firmy z sektora finansowego, gdzie dokumenty były wszędzie. Zupełnie nie chronione i nie zabezpieczone leżały sobie umowy, skany dowodów osobistych i inne ważne dokumenty.

Pracowaliśmy też dla korporacji z miliardowymi obrotami i okazało się, że nie mają praktycznie żadnych zabezpieczeń, oprócz kontroli dostępu przez system kart elektronicznych dla swoich pracowników. Wystarczyło podjechać pod firmę, złapać ich sygnał Wi-Fi i po trzech minutach miało się nieograniczony dostęp do wszystkiego. A skrzynka (…)

Dalsza część artykułu w >>money.pl<<

 

W 2015 urzędy kontroli skarbowej ujawniły 360 tys. fikcyjnych faktur, wartych w sumie 81,8 mld zł. Rok wcześniej było ich 207 tys. na kwotę 33,7 mld zł.

Przestępstwa związane z wprowadzeniem do obrotu fikcyjnych faktur przybierają różne formy – mówi Wiesława Dróżdż, rzecznik prasowa ministra finansów.

Mniej skomplikowane przypadki to takie, w których legalnie działająca firma kupuje fakturę dokumentującą zakup np. usług budowlanych o wartości 10 tys. zł. Usługi są najpopularniejsze, bo trudniej udowodnić, że nie zostały wykonane. Potem domaga się od urzędu skarbowego zwrotu 2,3 tys. zł VAT (23 proc. od 10 tys. zł).

Najwięcej budżet traci jednak na tzw. karuzelach, którymi kierują zorganizowane grupy przestępcze. Ich celem jest wyłudzanie nienależnych zwrotów VAT z tytułu eksportu lub dostaw wewnątrzwspólnotowych. Według MF kontrola skarbowa ukierunkowana jest głównie na zwalczanie tego procederu.

Dalsza cześć artykułu na stronach >> Rzeczpospolita.pl << , z dnia 18.02.2016r.

Polecamy także artykuł w Rzeczpospolitej z dnia 17.02.2016r. >> Urząd skarbowy wykrył 360 tys. fikcyjnych faktur VAT <<