czwartek, 26 listopada, 2020

Odpowiedz na: MF

Home Forum Sektory Samorządy MF Odpowiedz na: MF

#22906
gapa
Uczestnik

Po trzecie
Jak można nazwać „ Szczegółowymi wytycznymi …” coś co jest jedynie powtórzeniem niefrasobliwego ględzenia, zawartego w dwóch pożal się boże (celowo z małej litery) „podręcznikach” – „Zarządzanie ryzykiem w sektorze publicznym” i „Pomarańczowej księdze” (wydaje mi się, że zabarwienie tej ostatniej jest bardziej brązowawe, zdradzające według określenia imć pana Zagłoby, niepolityczne pochodzenie).

Niefrasobliwość wszelkich tego rodzaju bełkotów zaczyna się zwykle tak samo – od prób zdefiniowania / określenia co to jest ryzyko, bez przywiązywania uwagi do tego czy kolejne „definicje” mają sens i czy są choćby ze sobą ( w jednym dokumencie) zgodne.

W „ Szczegółowych wytycznych …” najpierw na stronie 2 stwierdza się, że
„Ryzyko definiowane jest jako możliwość zaistnienia zdarzenia, które negatywnie wpłynie na osiągnięcie celów i zadań”
a nieco dalej w Przykładzie 18 na stronie 13 stoi jak byk „Ryzykiem będą natomiast zdarzenia…”.
To ryzyko jest „możliwością zaistnienia zdarzenia” czy „zdarzeniem”?

Rozumiem, ze przykład może być błędny (może warto by było o tym poinformować), ale dlaczego w takim razie na stronie 15 (już nie w przykładzie) a w punkcie 4. Analiza ryzyka, pogrubionym drukiem oznajmia się:
„ … ryzyka należy poddać analizie mającej na celu określenie prawdopodobieństwa wystąpienia danego ryzyka i możliwych jego skutków.”
Jeśli ryzyko to „możliwość zaistnienia zdarzenia” to czym jest „prawdopodobieństwo wystąpienia ryzyka” – „ prawdopodobieństwem wystąpienia możliwości zaistnienia zdarzenia”? – bzdura.

Brak właściwie i precyzyjnie zdefiniowanego pojęcia ryzyka i jego miary jest grzechem pierworodnym wszelkich tego rodzaju „podręczników” , „standardów” i „wytycznych” , a jego konsekwencją jest bezsensowne przypisywanie prawdopodobieństwu (zdarzeń! No bo czego innego..?!) ocen w stylu 1, 2, 3 albo rzadko, często, bardzo często, zaś skutkom (zdarzeń! No bo czego innego..?!) terminów w rodzaju znikome, średnie, duże, katastrofalne, czyli tzw. ocen jakościowych prawdopodobieństwa i skutków zdarzeń.

Jeśli za tymi ocenami nie stoją konkretne liczby (dla prawdopodobieństwa od 0 do 1, a dla skutków kwoty) to wszelkie wyliczanki czy malowane matryce nie mają żadnego sensu z punktu widzenia zarzadzania organizacją i są wpuszczaniem ludzi w maliny.

Szanowni Państwo!
Król jest nagi! (Królowa sygnująca „Pomarańczową księgę” też w tym zakresie świeci gołym rewersem).

Powtórzę jeszcze raz:
Efektem stosowania tzw. jakościowych ocen, np. prawdopodobieństwa w stylu 1,2,3 czy tym podobnych, jak i ocen skutków , w stylu mało, średnio, dużo będzie kupa zupełnie bezwartościowych papierzysk i rosnące przekonanie, że całe to zarządzanie ryzykiem jest jedną wielką, uciążliwą bzdurą, nie dającą żadnych istotnych informacji z punktu widzenia zarządzających instytucją.

Wiem, że jest nie tylko moje zdanie, ale także tych co w oparciu o w/w „podręczniki” system zarządzania ryzykiem próbowali w swoich instytucjach wdrożyć.
„Lufa w krzokach” – jak mawiał Gustlik.

Nieprzekonanym radzę zajrzeć do jakiegoś prawdziwego podręcznika zarzadzania ryzykiem.
N.p. „Zarządzanie ryzykiem” pod redakcją Krzysztofa Jajugi – PWN, Warszawa 2007, Rozdział 8, Ryzyko operacyjne … , str. 269-284.

Ocenom jakościowym poświęcono tam 6 (słownie: sześć) linijek.

cdn